rss

W piątek przed wigilią, pojechaliśmy z Jurkiem do Odonowa z życzeniami dla tambylców oraz oczywiście po choinkę. To już trzecia, ostatnia choinka jaką wycięliśmy z gazonu aby zdobiła nasze święta w Krakowie. A więc to już trzecia Wigilia od naszego powrotu do Odonowa.

Jak na złość, właśnie jak mieliśmy sie brać za wycinanie drzewka, zaczął padać gęsty mokry śnieg. Jurek w eleganckim garniturze wraz z nieocenionym panem Markiem walczyli wiążąc choinkę sznurkiem – musiała się potem zmieścić do Volva!


Była tak duża, że nie dało się jej zanieść na balkon, musiała od razu stanąć na swoim miejscu w salonie.Mistrzynią od ubierania była jak zawsze Helenka.

A oto efekt końcowy!

Zaraz po powrocie Helenki przyjechał do nas z przedświąteczną wizytą Andrzej. Poszliśmy na spacer po Krakowie śladem nowych pomników.
Zaczęliśmy od pomnika Piłsudskiego. Odsłonięty 10 listopada pomnik stanął na skwerze u zbiegu ulic Piłsudskiego, Wenecja i Garncarskiej. Inicjatorem jego budowy było krakowskie Bractwo Kurkowe. Wszystkie jego elementy – postać marszałka, maszt flagowy oraz sylwetki czwórki „strzelców” – wykonane zostały z brązu.
Autorem pomnika jest (jak zwykle) prof. Czesław Dźwigaj. W centrum znajduje się sześciometrowy cokół z postacią marszałka Józefa Piłsudskiego, spod stóp którego zrywa się do lotu orzeł zrzucający pęta, symbolizujący wolność odzyskaną przez Polskę po latach zaborów. Gdyby nie ten orzeł łatwiej byłoby zaakceptować główny element założenia – właściwy pomnik naczelnika.


Potem pojechaliśmy na Skałkę. Tutaj, 8 maja, na dziedzińcu klasztoru oo. paulinów został poświęcony przez metropolitę krakowskiego kard. Stanisława Dziwisza „Ołtarz trzech tysiącleci” z figurami najważniejszych postaci z historii chrześcijaństwa w Polsce. Są to postacie św. Stanisława, Jana Pawła II, św. Wojciecha oraz świętych związanych z Krakowem i zakonem paulinów: św. Jadwigi, św. Faustyny, św. Jana Kantego i o. Augustyna Kordeckiego.
Kolejne tysiąclecia symbolizują: św. Wojciech, św. Stanisław i Jan Paweł II.
Nam zarówno szczegóły jak i założenie całości zdecydowanie sie nie podobało.

Ostatnim obejrzanym przez nas dziełem był pomnik Papieża Jana Pawła II. Jego autorem jest prof. Gustaw Zemła, seryjny twórca papieskich posągów. Bliźniaczo podobne papieże dłuta tego samego artysty stoją również w Płocku, Katowicach, Suwałkach, na Górze św. Anny czy Montevideo (różnią się tylko gestem ręki i kształtem uchwytu pastorału). Projekt wybrano bez konkursu, bez konsultacji społecznych, bez opinii przedstawicieli świata sztuki. Z powodu braku odpowiednich pozwoleń krakowska kuria zastosowała wybieg prawny i podczas odsłonięcia (które zaplanowano na 30. rocznicę pontyfikatu Jana Pawła II) pomnik nie został przymocowany do podłoża. Zdaniem niektórych ta osobliwa realizacja przebiła nawet monument Ojca Świętego ustawiony przed wejściem do Krypty Zasłużonych na Skałce (ten sam, który ochrzczono później – „człowiek, który spadł z krzesła”). Joanna Daranowska-Łukaszewska, prezes krakowskiego oddziału Stowarzyszenia Historyków Sztuki po zobaczeniu projektu powiedziała: – Ot, święta figurka, na dodatek w mocno dewocyjno-dziewiętnastowiecznej stylistyce. Tyle opinie z internetu; naszym zdaniem z obejrzanych tego dnia pomników ten na pewno nie był najgorszy, można go było zaakceptować.

Po tym wszystkim zaproponowaliśmy Andrzejowi przejazd pod Operę. Grzecznie acz zdecydowanie odmówił. Na ten dzień jego cierpliwość w podziwianiu wybitnych dzieł sztuki już się wyczerpała.

18 grudnia doczekaliśmy sie powrotu Helenki z Dijon. Od razu po przyjeździe przebrała się i poszli z Andrzejem na Bal Historyków Sztuki – w tym roku pod hasłem „Wiejskie wesele”

Po długiej nieobecności wracam do pisania. Nagromadziło sie tematów, od blisko miesiąca nie miałem czasu zająć sie blogiem. Postaram się stopniowo nadrobić zaległości.

17 grudnia byliśmy w nowo otwartej Operze Krakowskiej. Architektura może się podobać lub nie, to kwestia gustu. Ale skandaliczna lokalizacja w gęstej zabudowie ulicznej, parking na 15 samochodów (!), sala widowiskowa na zaledwie 760 osób, tylko 2 wejścia na parter, mała scena – to tylko część „grzechów głównych”

Przed wejściem musieliśmy sporo poczekać.
Siedzenia dość wygodna, odstępy między rzędami przywoite. Na to nie narzekamy.

A architekturę oceńcie sami.

Po koncercie był bankiet…

… który zakończył sie degustacją nalewek na Kremerowskiej.


Odwiedził nas dzisiaj Św. Mikołaj. Tzn. dokładnie rzecz biorąc nie nas, ale Andrzejów – i nasze wnuczki przede wszystkim.
(Ale my osobiście też byliśmy grzeczni i Św. Mikołaj coś nam przyniósł, a rózgi nie było!)

Święty Mikołaj okazał się dosyć straszny i najbezpieczniej było na kolanach Mamy lub Taty.
Po prezenty trzeba jednak było pójść osobiście.
Mama musiała być blisko, ale jak się szybko uwinęło, to nie było tak okropnie.
Na koniec było wspólne zdjęcie z tym strasznym Mikołajem.
Po wyjściu Św. Mikołaja sytuacja się rozluźniła i można było zacząć wspólną zabawę.

Trzy niedźwiedzie mocno śpią, trzy niedźwiedzie mocno śpią,
Jak się zbudzą to nas zją…

Te wróżki!
Isia oświadczyła, że Mikołaj był niefajny. Joasia jej tłumaczy, że on wszystkie dzieci kocha i ciebie też – na to Isia – a ja mu nie pozwalam mnie kochać!
Wróżka Zosi zgubiła skrzydełka.
Isia z trudem, ale rozbawiła sie w końcu z Marysią Latawcówną.
Zosia nie bardzo brała udział w ogólnych zabawach – trzeba było dokładnie obejrzeć prezenty.

05.12
2008

Różne

W domu

Siedzimy teraz w domu i niewiele sie dzieje. Dużo pracuję z Jurkiem, nasz pokój zamienił sie w prawdziwe biuro i oczywiście mamy nieustający problem z narastającym bałaganem.

Dorzucam dwa widoczki z mieszkania na Kremerowskiej, które być może, w przyszłym roku przejdzie do historii.


Liczymy już dni do przyjazdu Helenki i zaczynamy myśleć o organizacji Świąt. Tym razem jeszcze na Kremerowskiej, bo w przyszłym roku kto wie…